Aktualności
Odszedł płk Marcin Kus – zasłużony kombatant i świadek historii XX wieku
22-09-2025
Trzynastego września, przeżywszy 103 lata zmarł płk Marcin Kus - najstarszy kombatant w województwie warmińsko-mazurskim, wieloletni Prezes Zarządu Wojewódzkiego Związku Kombatantów RP i Byłych Więźniów Politycznych w Olsztynie, syn mazurskiej ziemi w gminie Raniżów.
Jego życie było świadectwem odwagi, służby i niezłomności. Przez wiele lat aktywnie działał na rzecz środowiska kombatanckiego, pielęgnując pamięć o historii i wspierając tych, którzy przeszli przez najtrudniejsze doświadczenia XX wieku.
Korzenie z Raniżowa
Choć przez większość życia związany był z Olsztynem, płk Marcin Kus pochodził z Mazurów, w gminie Raniżów. Mimo że los rzucił go na drugi kraniec Polski, nigdy nie zapomniał o swoich korzeniach. Z sentymentem wspominał swoje rodzinne strony.
Rozmowa na stulecie
Cztery lata temu, z okazji setnych urodzin, miałam zaszczyt przeprowadzić z nim rozmowę, w której dzielił się swoimi wspomnieniami i refleksjami. Poniżej publikujemy tę rozmowę oraz krótką notkę biograficzną, która przybliża sylwetkę tego niezwykłego człowieka.
Pułkownik Marcin Kus urodził się 1921 r. w Mazurach jako najstarsze dziecko Tomasza i Zofii Kus z domu Sączawa. W czerwcu 1939 r. ukończył gimnazjum w Rzeszowie, uzyskując tzw. „Małą Maturę” i dostając się do Liceum Pedagogicznego. Niestety we wrześniu 1939 r. wybuchła wojna. Jako młody chłopak wstąpił do Armii Krajowej, by walczyć z okupantem. Był odpowiedzialny za sprawne działanie kanału łączności akowskiego podziemia na odcinkach Mazury-Raniżów, Mazury-Nienadówka i Mazury-Sokołów Małopolski. Ósmego stycznia 1945 r. dostał kartę mobilizacyjną do Wojska Polskiego i wysłany do Oficerskiej Szkoły Piechoty w Przemyślu. 15 lipca 1945 r. na Polach Grunwaldu zastał promowany przez marszałka Rolę-Żymierskiego na pierwszy stopień oficerski-podporucznika. 21 VII 1945 r. został dowódcą plutonu CKM Batalionu Szkolnego 9. Drezdeńskiej Dywizji Piechoty w Rzeszowie.
Od 1 stycznia 1946 r. był słuchaczem Kursu Doskonalenia Oficerów Młodszych w Inowrocławiu, w trakcie którego został awansowany do stopnia porucznika piechoty Wojska Polskiego. W kwietniu 1947 r. został słuchaczem Kursu Przekwalifikowania Oficerów Piechoty do korpusu oficerów artylerii przy Oficerskiej Szkole Artylerii w Toruniu, po którym został wykładowcą podchorążych. 15 IV 1948 r. objął stanowisko Zastępcy Dowódcy Dywizjonu Szkolnego, a potem awansował na stopień kapitana artylerii. Dziesiątego października 1952 r. awansował na stopień majora artylerii, wkrótce zaś został Szefem Artylerii 30. Pułku Piechoty 9 DHP w Rzeszowie.
W 1960 r. został przeniesiony na stanowisko Zastępcy Dowódcy 1. Berlińskiego Pułku Artylerii w Bartoszycach. Rok później objął stanowisko Szefa Sztabu. W 1964 r. studiował na Akademii Sztabu Generalnego WP w Rembertowie. 1 września 1965 r. został Dowódcą I BPA w Bartoszycach, a 15 marca 1968 r. objął stanowisko Dowódcy Wojsk Rakietowych i Artylerii w Olsztynie. Swoją żołnierską służbę zakończył 10 grudnia 1977 r., przechodząc na emeryturę.
Płk Marcin Kus został odznaczony blisko 30 medalami i krzyżami.
Najważniejsze odznaczenia:
- Medal Zwycięstwa i Wolności – 1947 r.
- Srebrny Krzyż Zasługi – 1958 r.
- Krzyż Partyzancki – 1958 r.
- Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski – V kl. – 1963 r.
- Złoty Medal – „Siły Zbrojne w służbie Ojczyzny” – 1968 r.
- Złoty Medal – „Za zasługi dla obronności kraju” – 1975 r.
- Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski – IV kl. – 1985 r.
- Odznaka „Akcji Burza” – 1994 r.
- Krzyż Armii Krajowej – 1995 r.
- Krzyż Komandorski Orderu Odrodzenia Polski – III kl. – 2005 r.
Rozmowa z płk. Marcinem Kusem w setną rocznicę Jego urodzin
Gdy zadzwoniłam do pułkownika chcąc umówić się z Nim na rozmowę, usłyszałam w słuchawce, że pana Marcina nie ma w domu. Poproszono mnie, bym zadzwoniła ok. godz. 13.00. Tak zrobiłam. O wskazanej godzinie zadzwoniłam powtórnie, telefon odebrał pan Marcin. Już na wstępie rozmowy poinformował mnie, że nie było go wcześniej w domu, ponieważ był….na spotkaniu z przedszkolakami. „Bardzo lubię spotkania z najmłodszymi” – powiedział wyraźnie rozbawiony moim zaskoczeniem i zdziwieniem na to, skąd czerpie siły i energię na tego typu działania.
Jak wspomina Pan swoją rodzinną miejscowość?
- Wspominam ją bardzo dobrze. Do dziś doskonale pamiętam wiele szczegółów. Wychowałem się w tej wiosce i podczas wojny zostałem z niej przepędzony. Było to 6 stycznia 1945 r., wtedy musiałem uciekać ze swojej wioski. Była noc i na mrozie, w śniegu, pieszo szedłem do Rzeszowa. Poszedłem w Polskę i dlatego pewnie dzisiaj żyję, bo polowali na mnie.
Czy ma Pan dzisiaj w Mazurach swoją rodzinę lub znajomych?
- Jest rodzina i to nawet bardzo liczna. Ja miałem pięcioro rodzeństwa i oni tam wszyscy zostali. Niestety dzisiaj już nikt nie żyje z mojego rodzeństwa. Na ojcowiźnie został syn mojej siostry.
Na jednej z fotografii zauważyłam, że pozuje Pan z gen. Bronisławem Kwiatkowskim? Jak wyglądała Pana znajomość z Generałem?
- Bronek był moim rodakiem i bliskim sąsiadem. Spotkałem się w nich w Mazurach. On był takim samym chłopakiem ze wsi jak ja. Był dużo młodszy ode mnie i poznałem go, gdy był już Generałem.
Jest Pan Prezesem Zarządu Wojewódzkiego Związku Kombatantów RP i Byłych Więźniów Politycznych w Olsztynie już piątą kadencję. Jak Pan ocenia sytuację osób zrzeszonych w tym Związku? Czy pomoc państwa jest wystarczająca, czy można zrobić coś więcej?
- My się już kończymy, zostały tylko pojedyncze egzemplarze. Żyją tylko wdowy po nas. Kobiet w Związku jest ok. 3000, a byłych żołnierzy wojska i podziemia ok. 500 – na całe województwo. Jeśli chodzi o opiekę państwa, to można wiele zrobić i wiele poprawić. Ojczyzna dała nam dodatek kombatancki do emerytury. I ci co przeżyli wojnę lub obóz dostają 400 zł – dla jednych to jest dużo, dla innych mało.
Jak Pan się czuje jako stulatek?
- Bardzo dobrze. Spotykam się dziećmi, przedszkolakami. Jestem fizycznie i umysłowo sprawny.
Bardzo skrupulatnie spisał Pan swoje wspomnienia z wojny. Liczą one kilka tomów. Nie myślałby Pan, aby je wydać?
- To prawda. Napisałem kilka tomów wspomnień, część z nich zostało opublikowanych, a część może zostanie ujawniona dopiero po mojej śmierci. Czuwa nad nimi moja rodzina.
Dziękuję za rozmowę i życzę dużo zdrowia.
- Ja również dziękuję.
Opr. Barbara Żarkowska







